Pierwsza stacja paliw nowej marki Circle K już działa

Statoil znika z Polski po niemal ćwierć wieku działalności. Stacje paliw norweskiego koncernu przejmuje kanadyjska spółka. Zmiana marki rozpocznie się 11 maja, ale pierwsza stacja z czerwono-białym oznakowaniem Circle K już działa w Opolu.

Statoil zwija interes i po 24 latach znika z Polski. Wszystkie stacje norweskiego giganta zmienią w najbliższych miesiącach nazwę na Circle K.

– Nowa, globalna marka Circle K widoczna jest już w Norwegii, Szwecji i w Danii. W tych krajach proces zmiany marki został już prawie zakończony. Teraz przyszła kolej na Polskę oraz kraje bałtyckie Litwę, Łotwę i Estonię. Proces zmiany marki w Polsce potrwa około roku – powiedział Mirosław Caputa, dyrektor ds. komunikacji i marketingu w Circle K Polska.

Przypominamy, że Statoli sprzedał swoje stacje benzynowe w Polsce, Norwegii, Rosji i krajach nadbałtyckich kanadyjskiej spółce Alimentation Couche-Tard (ACT). A kwota transakcji wyniosła 2,8 mld dolarów. Decyzję o sprzedaży kontrolowany przez norweski rząd koncern podjął jeszcze w 2012 roku.

Proces zmiany ze Statoil na Circle K rozpocznie się oficjalnie 11 maja w Warszawie i obejmie kolejno wszystkie stacje paliw w stolicy. Tym samym paliwowy gigant z Norwegii postawi ostatni krok w procesie opuszczania polskiego rynku. Stacja paliw przy ul. Sosnkowskiego 18 w Opolu została wybrana jako stacja pilotażowa i działa już pod marką Circle K.

Alimentation Couche-Tard prowadzi blisko 15 tys. stacji paliw i sklepów typu convenience przy stacjach oraz zatrudnia ponad 100 tys. pracowników na całym świecie. Jednak trzon biznesu znajduje się w USA i Kanadzie.

Circle K to największa marka firmy Couche-Tard. Logo Widnieje dziś na tysiącach sklepów i stacji paliw w 14 krajach na świecie i jest najlepiej pozycjonowaną marką grupy ACT.

Statoil w Polsce działa od 1992 roku, a pierwsza stacja została otwarta w 1993 roku w Zakroczymiu. Do dziś pod tym szyldem działa ponad 350 obiektów w około 200 miastach.

Morawiecki zapewnia, że fiskus ma się dobrze

Nie ma żadnego paraliżu administracji skarbowej – powiedział wicepremier Mateusz Morawiecki podczas konferencji dla polskich dziennikarzy w trakcie spotkania grupy G-20 w Baden-Baden, odnosząc się do publikacji „Rzeczpospolitej”.

„Nie ma najmniejszego paraliżu. A mogę nawet powiedzieć, że jest wręcz przeciwnie, że jest bardzo dobrze, jeżeli chodzi o funkcjonowanie administracji skarbowej” – podkreślił wicepremier Morawiecki w odpowiedzi na pytanie o paraliż administracji skarbowej w związku z niespójnością przepisów obowiązującej od 1 marca ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej (KAS).

Dodał, że chciałby, żeby dziennikarze „bardzo rzetelnie wykonujący swoje obowiązki” wysłuchali również „czasami drugiej strony”. „Wtedy się okaże, że na podstawie jednej czy dwóch, czy trzech rozmów nie warto wyciągać wniosków” – ocenił.

„Najbardziej wymowne są fakty. A fakty są takie, że za chwilę pokażemy wyniki budżetowe w marcu i one będą bardzo solidne” – zakończył Morawiecki.

Dziennik „Rzeczpospolita” napisał w piątkowym wydaniu, że urzędnicy skarbówki w nieoficjalnych rozmowach skarżą się, że ich praca jest sparaliżowana po wejściu w życie ustawy o KAS. Przewija się też problem kontroli. Zdaniem dziennika, przedstawiciele fiskusa nie mają nowych legitymacji, a resort finansów nie rozumie ich obaw. Natomiast resort wskazuje, że przepisy przejściowe przedłużyły ważność starych legitymacji nawet do trzech lat. Szef KAS Marian Banaś, którego cytuje gazeta, przypomina, że ustawa wprowadzająca KAS zawiera szereg przepisów przejściowych dot. pieczęci, druków legitymacji służbowych, upoważnień, kontynuacji pracy lub służby czy czynności kontrolnych.

Apple złapał zadyszkę

W ubiegłym roku Apple zanotował spadki sprzedaży, co odbiło się na zarobkach dyrektora generalnego światowego koncernu.

Firma z Cupertino opublikowała podsumowanie 2016 roku, z którego wynika, że Tim Cook zarobił o 15 proc. mniej niż w 2015 roku. Wynagrodzenie dyrektora generalnego firmy spadło z 10,28 do 8,74 mln dolarów. Mniejsza była także jego premia. W 2016 r. wyniosła 5,4 mln dol. Rok wcześniej było to aż 8 mln dol.

Apple jeszcze niedawno notował stałe wzrosty sprzedaży swoich produktów, jednak w ostatnim czasie wyniki są gorsze. Spadła sprzedaż iPhone’ów, przez co po raz pierwszy od 15 lat firma zamykała 2016 rok spadkiem rocznych przychodów.

Za mało innowacyjni?

Według CNN, Apple nie potrafi przyciągnąć nowych klientów, ponieważ w kolejnych wersjach swoich popularnych elektronicznych gadżetów nie stosuje wystarczających ulepszeń. Tym samym nie wykorzystuje faktu, że Samsung znalazł się na ostrym zakręcie m.in. po tym, jak musiał wycofać z rynku Galaxy Note 7.

31 stycznia poznamy wyniki Apple za ostatni kwartał 2016 roku. Wtedy okaże się, jak w rzeczywistości amerykański gigant wykorzystał potknięcia konkurenta.

Podatek od luksusowych aut

Od 1 grudnia 2016 r. obowiązuje w Chinach nowy, 10-proc. podatek na wszystkie nowe luksusowe modele, których cena przekracza 1,3 mln juanów, co w przeliczeniu daje ok. 800 tys. zł. Wprowadzenie nowego podatku komunistyczne władze Chin argumentowały względami ekologicznymi. Duże auta najczęściej mają potężne silniki, które do specjalnie oszczędnych nie należą. Nowa danina ma spowodować, że bogaci częściej będą wybierać nieco mniejsze i mniej paliwożerne samochody.

Czy tak się stanie? Można w to wątpić, gdyż dla bardzo zamożnych obywateli Chin dodatkowy wydatek o równowartości np. 100 tys. zł może się okazać mało znaczącą kwotą, którą będą w stanie ponieść bez zmrużenia oka. Z pewnością za to nowe obciążenie podatkowe będzie stanowić pokaźny zastrzyk gotówki dla budżetu największego państwa świata.

Nowy podatek w większym stopniu dotknie takie marki jak Rolls-Royce, Bentley, Lamborghini, Aston Martin czy Ferrari niż Audi, BMW czy Mercedes, w których ofercie nie znajdziemy zbyt wielu modeli o wartości powyżej 1,3 mln juanów.

Nie będzie mandatów za brak dokumentów

Ministerstwo Cyfryzacji pracuje nad projektem mDokumenty, który ma sprawić, że przez telefon będzie można sprawdzić najważniejsze nasze dane, w tym te z prawa jazdy, dowodu rejestracyjnego czy ubezpieczenia OC. 

Zasadę działania programu mDokumenty zaprezentował Arkadiusz Szczebiot z Ministerstwa Cyfryzacji. Podkreślał on, że najważniejszy jest fakt, że telefon będzie jedynie bramką dostępową do naszych danych, a nie ich magazynem. Można więc mówić jedynie o dowodzie przez komórkę, ale nie o dowodzie w komórce.

Co równie ważne, do obsługi nowych narzędzi nie będą też potrzebne telefony najnowszej generacji – każdy telefon wyposażony w aktywną kartę SIM będzie mógł służyć do korzystania np. z prawa jazdy. W celu sprawdzenia konkretnych danych za każdym razem generowany będzie losowo kod (po wysłaniu sms-a), przy pomocy którego np. policjant podczas kontroli drogowej będzie mógł sprawdzić nasze dane.

Rozwiązanie, jak zapewnia resort cyfryzacji, będzie całkowicie bezpieczne, oparte o model, który funkcjonuje już w niektórych państwach na świecie, chociażby w Austrii. To model tzw. serwerowy – dane fizycznie nie są przenoszone na urządzenie użytkownika, co oznacza, że jeżeli zgubimy telefon komórkowy, to nie gubimy jednocześnie ani naszej tożsamości ani naszych danych. Jeśli chodzi o poziom bezpieczeństwa mDokumentów będzie on wyższy niż tradycyjnych dokumentów.

Kolejna istotna kwestia – rozwiązanie to nie będzie obowiązkowe. Będzie ono działało równolegle z tradycyjnymi dokumentami, papierowymi i plastikowymi, co do których niektóre osoby mogą mieć preferencje. Będzie natomiast gwarantowało ten sam poziom jeżeli chodzi o możliwość realizacji poszczególnych spraw w administracji.

Według Ministerstwa Cyfryzacji z nowego narzędzia będzie można korzystać już od maja przyszłego roku (pełna dostępność ma być pod koniec czerwca). Na początku jednak oferowany będzie mobilny dowód osobisty. W drugim etapie, w okolicach października 2017 r., na takich samych zasadach będzie można korzystać z prawa jazdy, zaś w trzecim etapie (końcówka przyszłego roku) możliwe będzie sprawdzenie przez telefon danych z dowodu rejestracyjnego oraz ubezpieczenia OC.

Nowe rozwiązanie sprawi, że skończy się wystawianie mandatów za brak wymaganych dokumentów podczas kontroli drogowej. Za każdy brak obecnie można dostać mandat w wysokości 50 zł.

Fiat inwestuje w Polsce

Koncern Fiat Chrysler Automobiles (FCA) ogłosił oficjalnie, że wyprodukuje w Polsce nowoczesne silniki benzynowe serii FireFly. Jednostki będą powstawać od 2017 roku w fabryce w Bielsku-Białej i trafią pod maskę fiata 500 oraz pandy. Tym samym potwierdziły się nasze wcześniejsze doniesienia.

Fiat Chrysler Automobiles (FCA) ogłosił oficjalnie, że zainwestuje w Polsce. W 2017 roku fabryka silników FCA Powertrain Poland w Bielsku-Białej zajmie się produkcją dwóch nowych jednostek benzynowych. Wcześniej mówiło się, że w grę wchodzi kwota ok. miliarda zł.

Dzięki decyzji koncernu, gama produkowanych w FCA Powertrain w Bielsku-Białej jednostek napędowych, wzbogaci się o 3-cylindrowy silnik o pojemności 1 litra oraz w przyszłości o 4-cylindrowy 1,3 litra. Jednostki te należą do nowej globalnej rodziny FCA, rodziny małych silników o nazwie FireFly. Nowe konstrukcje będą montowane w fiacie 500 i pandzie.

Fiat 500 i panda są na pierwszym i drugim miejscu najlepiej sprzedających się samochodów segmentu A w Europie. Wspólny udział w rynku to niemal 30 proc.

Fiskus zmienia plany. Akcyza na auta według nowego wzoru

O wysokości podatku mają decydować: pojemność silnika, emisja spalin wyrażona normą Euro i wskaźnik deprecjacji wartości samochodu.

Taką koncepcję przedstawiło wczoraj Ministerstwo Finansów na posiedzeniu połączonych komisji senackich.

Pierwotna propozycja resortu zmierzała do uzależnienia wysokości podatku wyłącznie od pojemności silnika i od wieku auta (pisaliśmy o tym w artykule „Koniec sporów o akcyzę od aut” DGP nr 206/2016).

To wywołało ogromne kontrowersje, bo oznaczało, że skutki nowego podatku najbardziej odczuliby nabywcy, których nie stać na nowe auto z salonu samochodowego. Zasada miała być bowiem taka, że im auto starsze, tym akcyza wyższa.

Pojawiły się też obawy, że taki system będzie niezgodny z przepisami unijnymi (pisaliśmy o tym w artykule „Nowa akcyza może być niezgodna z prawem UE”, DGP nr 215/2016).

Zgodność z prawem UE

Resort zmienił teraz swoje założenia. To sukces DGP, który pierwszy poinformował, że plany Ministerstwa Finansów mogą być niezgodne z prawem unijnym.

Nie będzie więc zasady, że im samochód straszy, tym podatek wyższy. Akcyza ma być wyliczana przez pomnożenie właściwej stawki (określonej w tabeli) przez wskaźnik deprecjacji wartości auta.

Stawka będzie ustalona w zależności od pojemności silnika i normy Euro, przy czym będą to zupełnie inne wartości, niż wynikało z pierwotnej propozycji resortu.

Wiceminister finansów Wiesław Jasiński wyjaśnił wczoraj, że wskaźnik deprecjacji jest konieczny ze względu na wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z 2007 r. w sprawie Brzeziński przeciwko Izbie Celnej w Warszawie (sygn. akt C-313/05). Trybunał zakwestionował wówczas uzależnienie stawki akcyzy od wieku samochodu (chodziło o auta starsze niż dwa lata).

Zaproponowany przez MF wskaźnik deprecjacji ma uwzględniać utratę wartości samochodów. W pierwszym roku, gdy wartość auta najbardziej spada, stawka podatku będzie obniżana o 20 proc. Z nieoficjalnych informacji wynika jednak, że nie zadziała tu prosta zasada: im starszy samochód, tym podatek będzie coraz niższy. Nie musi więc być tak, że właściciele wiekowych pojazdów zapłacą najmniej. Na posiedzeniu wiceminister Jasiński odniósł się też do zarzutu, że na zmianach zyskają najbogatsi, którzy kupują auta luksusowe. Wskazał, że w praktyce unikają oni opodatkowania w Polsce, rejestrując je w innych krajach, np. Czechach.

3,5 tony z wyjątkami

Nadal ma być utrzymana pierwotna propozycja MF mówiąca o tym, że akcyzą mają być objęte pojazdy o masie całkowitej poniżej 3,5 tony. To oznacza, że od wielu samochodów dostawczych, które dziś nie są opodatkowane, trzeba byłoby zapłacić akcyzę.

Pomysł ten na etapie konsultacji krytykowało m.in. Stowarzyszenie Forum Recyklingu Samochodów. Wskazywało, że na takiej zmianie stracą mikro i małe przedsiębiorstwa, dla których samochód jest głównym narzędziem pracy.

Senatorowie chcą, aby akcyzy nie było od motocykli, aut zabytkowych i elektrycznych. Z opodatkowania mają być też wyłączone autobusy, ponieważ są one objęte podatkiem od środków transportowych.

Pojawiła się też propozycja, aby niższy podatek płacili nabywcy aut z silnikiem hybrydowym.

Do końca roku decyzja rządu ws. jednolitego podatku

Kwestia jednolitego podatku nie jest jeszcze przesądzona, na razie trwa dyskusja na temat tego rozwiązania i jego szczegółów; do końca roku rząd zakomunikuje decyzję w tej sprawie – poinformowała premier Beata Szydło.

W wywiadzie, który ukazał się w poniedziałkowym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”, szefowa rządu była pytana m.in. o kwestię podniesienia kwoty wolnej od podatku, która miała być jednym z priorytetów jej rządu.

„Proszę pamiętać, że mamy jeszcze przed sobą trzy lata rządów, by wywiązać się ze wszystkich zobowiązań. Z kwotą wolną od podatku jest tak, że w tej chwili trwają prace i analizy dotyczące wprowadzenia jednolitego podatku i od tego, jak się potoczą, będzie zależało, czy kwota wolna będzie wprowadzona w ramach tej jednolitej daniny, czy będzie inne rozwiązanie” – odparła Szydło.

Dopytywana dodała, że wprowadzenie podatku jednolitego nie jest przesądzone, gdyż „trwa jeszcze dyskusja na temat tego rozwiązania i jego szczegółów”.

„To jeszcze nie jest przesądzone, ale na pewno do końca roku zakomunikujemy decyzję w tej sprawie” – zapowiedziała.

„Czekam na ostateczne wnioski Komitetu Ekonomicznego i premiera Morawieckiego. Wstępne dane, które zostały przygotowane, wskazują, że to może być dobre rozwiązanie, ale na pewno nigdy nie zgodzę się na takie zmiany systemu podatkowego, których koszty mieliby ponosić przedsiębiorcy” – zaznaczyła szefowa rządu.

Szydło podkreśliła też, że rząd cały czas szuka „dobrego rozwiązania, które z jednej strony uprości system podatkowy, a z drugiej poprawi ściągalność podatków, a nie będzie ją podnosić”. „W tym roku zrobiliśmy bardzo dużo, jeśli chodzi o sprawy społeczne, wsparcie dla rodzin, wsparcie dla pracowników. W przyszłym roku chcemy skupić się na przedsiębiorcach i to będzie nasz priorytet” – powiedziała.

Premier Szydło pytana była też o program Rodzina 500 Plus i czy pod względem finansowania nie jest on zagrożony. Tygodnik zwrócił bowiem uwagę na pojawiające się informacje, że w tym roku na finansowanie „500 Plus” zabraknie 500 mln zł.

„Realizacja programu na pewno nie jest zagrożona” – powiedziała szefowa rządu.

„W budżecie na przyszły rok przewidzieliśmy na ten cel 23 mld zł i te pieniądze są zagwarantowane. Planowanie na przyszły rok było łatwiejsze, bo opieraliśmy się na danych z tego roku – wskazała.

Dodała, że tegoroczny plan „opierał się na szacunkach, a do tego musieliśmy działać w ramach budżetu przygotowanego przez poprzedni rząd”. „Założyliśmy na ten rok 17 mld zł z pełną świadomością, że być może pod koniec roku będziemy musieli tę kwotę zwiększyć. I tak się stało, te pieniądze są zabezpieczone, zostaną przekazane samorządom. Zapewniam, że każda złotówka, która w programie +500 plus+ została wydana, to dobra inwestycja” – podkreśliła premier Szydło.

Wygrana Trumpa w USA, złoty skazany na przecenę

Donald Trump wygrał wybory prezydenckie w USA. Wbrew sondażom i oczekiwaniom inwestorów. Rynki finansowe reagują wyprzedażą dolara i paniczną ucieczką od ryzykownych aktywów. Złoty póki co dobrze się odnajduje w tej sytuacji, zyskując do dolara i funta oraz tracąc do euro i szwajcarskiego franka. Niestety ta sytuacja nie ma prawa długo się utrzymać, a polska waluta jest skazana na przecenę.

Zgodnie z wciąż jeszcze sondażowymi wynikami, Donald Trump zwyciężył we wczorajszych wyborach, zostając 45. prezydentem USA. Trump wygrał wbrew sondażom, opiniom wielu politycznych analityków i wbrew oczekiwaniom inwestorów. To sytuacja bardzo podobna do tej z czerwcowym referendum w Wielkiej Brytanii ws. BREXIT-u. Nie zaskakuje więc, że rynki finansowe wpadły w panikę. Od kilku godzin wyprzedawany jest dolar, meksykańskie peso, akcje, ropa i inne ryzykowne aktywa.

Jednocześnie mocno drożeje złoto i inne metale szlachetne, a także uważane za tzw. bezpieczne przystanie japoński jen i szwajcarski frank. Ta przecena to zupełnie neutralna reakcja. Zwycięstwo Trumpa w żaden sposób nie było uwzględnione w cenach. Co więcej, wciąż nie wiadomo czego oczekiwać po jego prezydenturze? Co w kampanii było tylko przedwyborczą retoryką? A co faktycznym jego stanowiskiem? Rynki tymczasem nie lubią niepewności. Stąd też globalna ucieczka od ryzyka.

Konsekwencje wyborczej niespodzianki w USA są jeszcze bardziej daleko idące. W połączeniu ze wspomnianym już BREXIT-em istotnie zwiększają niepewność przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi w Niemczech oraz podwójnymi wyborami (parlamentarnymi i prezydenckimi) we Francji. Zwiększają też szanse na to, że dojdzie do tzw. twardego BREXIT-u.

W całym tym rynkowy zamieszaniu, a właściwie rynkowej panice (bo jak inaczej nazwać przecenę peso o 13%, spadek indeksu Nikkei o 5,4%, czy wzrost cen złota o 3,5%), stosunkowo dobrze odnajduje się złoty. Wprawdzie traci on do euro i franka, ale jednocześnie zyskuje do dolara i funta. O godzinie 08:25 kurs EUR/PLN testował poziom 4,3510 zł (+0,5%), CHF/PLN 4,0270 zł (+0,3%), USD/PLN 3,8850 zł (-1,15%), a GBP/PLN 4,8450 zł (-0,35%). Tyle tylko, że to tylko chwilowy zachowanie. Złoty wydaje się być skazany na przecenę. I to dużą.

Przeciwko polskiej walucie przemawia przede wszystkim globalny wzrost awersji do ryzyka. Wzrost niepewności na rynkach finansowych (w tym ewentualny kryzys gospodarczy w Meksyku), będzie drenował kapitały z rynków wschodzących. Tej fali nie zatrzyma nawet potencjalny brak grudniowej podwyżki stóp procentowych przez Fed. Zresztą nie jest przesądzone, że podwyżki nie będzie. Szanse na zaostrzenie polityki monetarnej w USA wprawdzie spadły, ale nie ma pewności, czy Fed odstąpi od tej decyzji tylko dlatego, że wzrosło ryzyko polityczne na świecie.

Inną przesłanką przemawiającą przeciwko złotemu są pogarszające się wyniki polskiej gospodarki. Wzrost niepewności na rynkach globalnych może sprawić, że inwestorzy zaczną ten fakt dostrzegać. Taką okazją mogą okazać się publikowane 15 listopada wstępne szacunki dynamiki polskiego Produktu Krajowego Brutto (PKB) za III kwartał br. oraz publikowane 21 listopada październikowe dane o produkcji przemysłowej. Pierwszy z tych raportów, zgodnie z naszymi prognozami, pokaże niższe tempo wzrostu niż to obserwowane w I i II kwartale roku. Drugi raport, zgodnie z tym co sugeruje ostatni odczyt indeksu PMI, powinien przynieść ujemną roczną dynamikę produkcji.

Jest jeszcze trzeci czynnik przemawiający przeciwko złotemu. Jeszcze niedostrzegalny. Otóż jest prawdopodobne, że w przyszłym roku pojawią się spekulacje nt. możliwości obniżki stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej (RPP), co musiałoby negatywnie odbić się na notowaniach złotego. Za takim scenariuszem (w przyszłym roku) przemawiają pogarszające się perspektyw rodzimej gospodarki, prawdopodobne mniejsze od oczekiwań tempo inflacji oraz wzrost niepewności na rynkach globalnych wywołany wyborem Trumpa i BREXIT-em.

Mając powyższe na uwadze, w tym przede wszystkim implikacje wywołane zaskakującym wynikiem wyborów prezydenckich w USA, należy liczyć się, że w najbliższych tygodniach euro podrożeje do 4,45 zł, szwajcarski frank do 4,15 zł, a dolar do 4,05 zł. To nie musi być koniec wyprzedaży złotego. Górne pułapy do 4,50 zł dla euro, 4,20 zł dla franka i 4,10 zł dla dolara.

Dziś złoty powinien osłabić się w relacji do głównych walut z poziomów notowanych rano. Na krajowym rynku walutowym, podobnie jak na rynkach globalnych, głównym tematem pozostaną wybory w USA. Tym samym na drugim planie znajdą się inne rynkowe wydarzenia. Żadnych emocji nie wzbudzi też kończące się dziś posiedzenie RPP. Jest pewne, że Rada nie zmieni polityki monetarnej. Jedynym ciekawym elementem będzie zaś publikacja najnowszych prognoz PKB i inflacji dla Polski oraz komentarze prezesa NBP do sytuacji po wyborach w USA.

Ubezpieczyciel zwróci za badanie techniczne auta po naprawie

Dodatkowe badanie techniczne wykonane z polisy OC sprawcy wypadku jest refundowane przez zakład ubezpieczeniowy.

Miałem niewielką stłuczkę, nie z mojej winy, więc naprawiłem uszkodzenia na koszt ubezpieczyciela, z OC sprawcy. Ponieważ jednak uszkodzone były elementy zawieszenia, w warsztacie powiedziano mi, że powinienem przeprowadzić badanie techniczne. To kosztuje. Czy za to powinien także zapłacić ubezpieczyciel, czy ja z własnej kieszeni – zastanawia się pan Adam.

Odbierający odszkodowanie z ubezpieczenia OC lub autocasco mają co do zasady obowiązek przeprowadzenia dodatkowych badań technicznych pojazdu. Trzeba je wykonać, gdy została w nim dokonana naprawa elementów układu nośnego, hamulcowego lub kierowniczego, czyli tych, które mają bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo w ruchu drogowym. Nie ma natomiast takiej konieczności, jeśli te układy nie zostały uszkodzone, gdy np. prowadzone są tylko naprawy blacharsko-lakiernicze.

Dodatkowe badanie techniczne kosztuje 50 zł i jeżeli naprawa była wykonana na koszt ubezpieczyciela (z polisy OC sprawcy wypadku lub autocasco), to kwota ta jest refundowana przez zakład ubezpieczeniowy w ramach ubezpieczeń. Dzieje się tak dlatego, że skoro badania techniczne są obowiązkowe, konieczność zapłaty za nie jest kwalifikowana jako naturalne następstwo szkody. Warunkami zwrotu kosztów są przeprowadzenie naprawy, wykonanie badania na stacji diagnostycznej oraz przekazanie ubezpieczycielowi dowodu poniesienia kosztów dodatkowego badania technicznego pojazdu. Przeprowadzenie badań (czyli zaprowadzenie pojazdu do stacji diagnostycznej) można też zlecić warsztatowi, który dokonał napraw. Wtedy – jeśli rozliczamy się według kosztorysu – to warsztat będzie odbierał całość odszkodowania od ubezpieczyciela, w tym zwrot kosztów badania technicznego.

Podstawa prawna

Art. 81 ust. 1, ust. 11 pkt 5 ustawy z 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym (Dz.U. z 2012 r. poz. 1137 ze zm.). Pkt 6.8 załącznika do rozporządzenia ministra infrastruktury z 29 września 2004 r. w sprawie wysokości opłat związanych z prowadzeniem stacji kontroli pojazdów oraz przeprowadzaniem badań technicznych pojazdów (Dz.U. nr 223 poz. 2261 ze zm.). Art. 31 ustawy z 11 września 2015 r. o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej (Dz.U. poz. 1844 ze zm.).